Wycieczka do Karlskrony

Wrażenia z wycieczki do Szwecji jej uczestnicy podsumowywali w dwóch słowach: „za krótko”.
To wymowne „za krótko” w rozwinięciu przebiegało tak:
Upalna niedziela 6 lipca 2014r,wyjazd z Olsztyna zgodnie z planem o godz.13.00-może ze zbyt dużą rezerwą czasu na dojazd do terminala, gdzie jesteśmy umówieni na godz. 19.30. Bo przecież  nigdy nie wiadomo, co na tej naszej „siódemce” do Gdańska może nas zaskoczyć.
Nic nie zaskoczyło, i trzeba było czekać na terminalu w Gdyni ok 2 godzin na wejście na prom. To były najdłuższe godziny w ciągu całej wycieczki, bowiem już z chwilą wejścia na prom wszystko potoczyło się z prędkością wręcz kosmiczną. Było podziwianie oddalającego się nadbrzeża, mierzei helskiej, zachodu słońca i wyjątkowo spokojnego morza. Były też nocne szaleństwa, niektórych, na parkietach tanecznych, bez obawy o kondycję na nadchodzący dzień z bardzo przecież bogatym programem zwiedzania.
Karlskrona przywitała nas piękną, słoneczną i bardzo ciepłą pogodą. Po zajęciu miejsc w podstawionych przed terminalem autokarach ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Na pierwszy ogień poszedł punkt widokowy, na wzgórzu Bryggareberet, z którego roztacza się wspaniały widok na, położone na 33 wyspach, miasto. Następnie był przejazd Nadbrzeżem Królewskim z Bastionem Aurora i widokiem na port wojenny, spacer po rynku starego miasta, z kolumną dumnie spoglądającego na założone przez siebie miasto, króla Karola XI, od imienia którego miasto ma swoją nazwę.
W Karlskronie zauroczyły nas: piękny w swej prostocie, drewniany Kościół Admiralicji i zabytkowa dzielnica Bjorkholm z drewnianymi, maleńkimi jak dla krasnoludków, domkami w których kiedyś mieszkali stoczniowcy i marynarze. Niewątpliwie największą atrakcją Karlskrony, której i my nie mogliśmy ominąć przy zwiedzaniu miasta, jest Muzeum Marynarki Wojennej z wystawą broni okrętowej, makietami pokazującymi życie na okręcie, galionami dawnych żaglowców, no i hangary z u-bootami, zarówno tym najstarszym z 1905 r. jak i tymi z II-wojny światowej.
Po południu opuszczamy gościnną Karlskronę. Eleganckie miasto, bez tego koszmarnego, nowobogackiego bałaganu w przestrzeni miejskiej, charakterystycznego dla naszych miast. Udajemy się do trzeciego pod względem wielkości miasta w Szwecji, jakim jest Kalmar.
Tu punktem głównym zwiedzania jest monumentalny, renesansowy zamek. Niestety oglądamy go tylko z zewnątrz. Na pocieszenie nasza przewodniczka mówi nam, że wnętrze zamku, bo w zasadzie jest prawie puste, atrakcją są tylko okazjonalne wystawy muzealne, oraz organizowane na dziedzińcu turnieje rycerskie. Pozostaje nam zatem, zrobienie pamiątkowego zdjęcia na tle zamku, po czym udajemy się na zwiedzanie kalmarskiej katedry, która, trzeba przyznać jest bardzo skromna w zdobienia, przez co nie tak przytłaczająca, jak katolickie katedry. Naszą uwagę przykuwają przepiękne żyrandole, jako jedyny bogaty, ale bardzo elegancki, element wyposażenia.
W Kalmar mamy czas wolny, wykorzystujemy go na posiłek, spacer po tym eleganckim miasteczku i skosztowanie smakowitych lodów. Jako punkt programu wycieczki w Szwecji pozostał nam tylko przejazd przez 6-kilometrowy(niegdyś najdłuższy w Europie) most na Olandię. Przed mostem zatrzymujemy się na plaży przeznaczonej dla plażowiczów z psami, gdzie pierwszy raz przytrafiło mi się, oglądać psy pływające w kamizelkach ratunkowych. W drodze przez most rozkoszujemy się pięknymi widokami na Cieśninę Kalmarską.
I to jest ostatni punkt programu zwiedzania tego małego kawałeczka Szwecji. Pozostaje już tylko droga powrotna na terminal i przepłynięcie Bałtyku, na szczęście wygodnym promem.
Nie do wiary, ile udało nam się zwiedzić i zobaczyć w ciągu jednego dnia. A przecież wcale nie czuliśmy się zmęczeni, bo większość nie odpuściła sobie, w drodze powrotnej, udziału w atrakcjach, jakie były dostępne na promie. Jeszcze tylko droga do Olsztyna i ok godz. 12.00 kończymy wycieczkę z żalem, że to było stanowczo „za krótko”.
Elżbieta Kopeć